wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział XX

Spojrzeliśmy razem z Conorem w stronę drzwi. Mogłam się spodziewać że nie stoi tam nikt inny tylko Harry.Nie wiem czemu ale poczułam się jakbym kogoś zdradziła.
-Conor właśnie wychodził. -oświadczyłam by złagodzić stosunki między chłopakami.
-Nie niech zostanie chętnie posłucham co ma do powiedzenia. Bo jeśli się nie mylę to ostatnio jasno dałem ci do zrozumienia że od mojej paczki masz się trzymać zdala.
-Wystarczy że będziesz wystarczająco pilnował tych swoich smarkul. - powiedział wychodząc Conor. Stanął tuż przy wyjściu z sali naprzeciwko Harrego. Byłam co najmniej przerażona tą całą sytuacją. -A i zapomniałbym . Dziewczyny mają czas do końca tygodnia na zwrot kasy lub towaru.-wtrącił i wyszedł trącając lekko ramieniem Harrego. Chwilowo zapadła straszna cisza. Teraz uświadomiłam sobie jaki błąd popełniłam. I nie chodzi mi o Harrego tylko o Conora. Kilka lat temu powinnam go była spławić i wcale nie mięszać do mojego życia. Chociaż nie wiem jak bym teraz próbowała nie odczepi się nawet jak bym się bardzo starała. Chwile jeszcze rozmyślałam po czym uświadomiłam sobie że w sali jest jeszcze Harry. Próbowałam sobie przypomnieć o czym było ostatnie zdanie skierowane do Harrego. Coś o towarze i pieniądzach . Czyżby dziewczyny wkopały się w dilerstwo. O nie . Biedna Ally . To moja wina ,zaniedbałam naszą przyjaźń.
-O czym tak myślisz? -usłszałam zachrypnięty głos Harrego. Wydaje mi się że było w nim odrobina troski.
-O tym co powiedział Conor. Czy one.. no wiesz biorą?
-Nie wiem dokładnie wiem że są mu winne za towar. Ale spokojnie to już załatwione.
-No właśnie widziałam. To przez niego nie możesz narazie brać udziału w wyścigach.
-Mniej więcej.
-Czyli?
-No bo gdybym nie wszczął bujki...
-Co?-przerwałam mu.
-No poniosło mnie. A ciebie to nie denerwuje że nie możemy się go wogóle pozbyć.
-Harry przemoc nie jest rozwiązaniem . Nie mogłeś z nim normalnie pogadać ?
-Nie . -powiedział natychmiastowo i tak stanowczo że chyba nie było sensu dalej ciągnąć temat.
-A po co tu znów przyszedłeś?
- No bo tak. Chyba nie muszę ci się tłumaczyć?
-No tak tylko że myślałam że sobie pojechałeś?-zapytałam lekko zawstydzona.
-Dobra zmieńmy temat . Jak ci idą ćwiczenia?
-Ymm kiepsko , nie wychodzą mi obroty. Wogóle jestem przemęczona.
-To może pomogę? - zapytał trochę z cwaniacką miną. -Wiesz może zawodowcem nie jestem no ale pomóc mogę. -Harry poinformował mnie co i jak mam robić , a potem zaczeliśmy ćwiczyć. Gdy zaczeło mi wychodzić Harry mnie puścił i upadłam.
-Nic ci nie jest?-zapytał przerażony.
-Nie nic .
-To moja wina nie powinienem cię puszczać.
-Przestań upadki się zdarzają. Dobra na dziś mi starczy.Jadę do domu.
-Odwieźć cię? -zapytał patrząc na swoje buty.
-Nie,dzięki. Przyjechałam swoim cudem.
-Aham . To poczekam aż się przebierzesz i odprowadzę cię do auta,okej?
-Dla mnie spoko. Poczekaj tutaj. -szybko pobiegłam do przebieralni , zmieniłam strój i wróciłam. Przy drzwiach stał zamyślony Harry. -No to już jestem.
-To super. -powiedział z lekką irytacją. Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Zrobiłam coś nie tak?
-Nie ... Poprostu muszę wracać.
-Coś się stało? -chłopak tylko burknął coś tam pod nosem. -Harry?
-Słucham ? - odwrócił się do mnie i zmroził mnie zwrokiem.
-Coś jest nie tak ?! Harry wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć.
-Wiem. Możemy się pospieszyć ?
-Jak ci tak spieszno to sobie może idź. -powiedziałam z pretensją. Chłopak zatrzymał się przez co wpadłam na niego. Momentalnie ostygłam w miescu i nie wiedziałam jak mam go za to przeprosić. Harry obiął mnie w pasie i przyciągnął bliżej siebie.
-Posłuchaj jak chcesz mnie sprowokować to..
-To ?- zwróciłam się do niego. Chwilę potem poczułam jak jego ręka spoczeła na moim policzku po chwili obsunął ją lekko i zbliżył swoją twarz tak blisko mojej że nasze nosy się stykały. -Podobno się spieszysz?
-Nie aż tak bardzo-odparł i lekko musnął moje usta. Po chwili jednak się odsunął i zaczął iść jakby nigdy nic. -No idziesz?
-Jezu ty nie masz litości -krzyknełam do niego i podbiegłam bo musiałam go dogonić. Chłopak nie zwracając na mnie tak jakby uwagi podążał dalej. Gdy doszliśmy do mojego samochodu chamsko wepchał się na stanowisko kierowcy. Posłusznie więc zajełam miejsce obok.
-Możesz mi powiedzieć dlac..
-Chcę ci coś pokazać....
-A co takiego ? Harry jest późno ...
-Chyba mi nie odmówisz? No weź...
-Okej ale muszę być na jutro wypoczęta więc...
-Więc mnie nie zagaduj ..- skomentował i ruszył z piskiem opon . Szybko zapiełam pasy. Może i Harry jest dobrym kierowcom ale wole nie rezykować. Patrzyłam zahipnotyzowana na świecące jasno latarnie. Wydawało mi się że kojarzę ten region naszego miasteczka. Często przebywałam tu z Co... Nie koniec. Skarciłam się w myślach. Nie mogę sobie zaprzątać nim głowy. Z rozmysłu wytrąciło mnie pytanie Harrego.
-Hallo ...ty mnie wogóle słuchasz?
-Ymmm. No tak pewnie .
-Tak ?? To o co pytałem ?
-No dobra nie słuchałam cię. Zamyśliła się ,to taki grzech?
-No zależy o kim myślałaś ? -chłopak drążył temat. Gdybym ci powiedziała prawde wpadłbyś w niezły szał.
-Zmieńmy temat. O co pytałeś?
-O to czego tak posmutniałaś?
-Jaaaa?-udałam zdziwioną -No chyba śnisz. Carly Shay nigdy nie jest smutna. -dodałam z powagą dystykulując. Muszę przyznać że wyszło mi to trochę jakbym kopiowała zachowania przemądrzałych dziewczyn z mojej szkoły. Ale skutek mojego "występu" zadziałał. Harry się uśmiechnął i nie drążył tematu. Przypomniałam sobie że przecież nadal nie wiem gdzie konkretnie jedziemy.-Powiesz mi gdzie ...
-Zaraz zobaczysz. -wskazał na lampki zawieszone na drzewie.
-Impeza?
-Nie. Zgadyj dalej.-zachęcił mnie.
-Nie. - powiedziałam na przekór. Uśmiechnełam się do niego cwaniacko. W tym samym czasie auto się zatrzymało. Rozejrzałam się . Jedyne co zwróciło moją uwagę to mała altanka , trochę zaniedbana ale wręcz urocza.
-Zaskoczona? - usłyszałam zachrypnięty głos chłopaka.
-Zależy czym? - udałam zdziwioną.
-Dobra nie ważne . Choć . -kiwnął głową w stronę altanki. Złapał mnie za rękę i w ciszy po zamknięciu samochodu skierowaliśmy się w stronę altanki. Gdy byliśmy już w środku zauwarzyłam że na ławeczce leży termos i dwa pudełeczka z włoskim żarciem.
-Rozgości się pani ? - zaśmiał się lekko.
-Kto ci pomagał ?
-Powiedzmy że był ktoś kto miał wobec mnie dług. Ale to nie ważne. Zjesz może spaghetti?
-Pewnie. -zachichotałam cicho i usiadłam . Wziłam ciepłe pudełko w ręce i zaczełam jeść. Harry zrobił to samo. Oczywiście nie obyło się bez chichotów.
- I jak smakuje?
-Pewnie. Wiesz to trochę do ciebie niepodobne.
-Wiedziałem że w końcu to powiesz .-uśmiechnął się cwaniacko. Po tym jak zjedliśmy chłopak zbliżył się lekko i objął ramieniem.
- Dlaczego uważasz że to do mnie niepodobne? Wiesz kolacja w altance.
- Nie chciałam cię urazić ale tacy ludzie jak ty są trochę ....ymmm
-Oziębli, bez uczuć .
-Mniej więcej. A tak wogòle to jak ty dostaniesz się do domu ?
- Pomyślałem że może mnie
-Mam ci robić za szofera ?-zaczełam się śmiać.
-No chyba że mogę nocować u ciebie ? - uśmiechnął się chytrze.
- No w sumie mógłbyś spać w salonie czy coś.
-A to coś to twój pokój.
-Okej rusz tą swoją fajną pupcie.
-Uważasz że jest fajna? - chłopak był zdziwiony moimi słowami. Zawstydzona ukryłam policzki dobrze wiedząc że napewno są czerwone.
-Nie tak fajna jak loczki ale może być.
- O nie jak mogłaś -powiedział to z udawaną aluzją, a potem na niby się obraził. -Tego ci nie wybaczę.
-Okej to znaczy że dziś u mnie nie nocujesz?
- Yhhh no dobra. -wstał lekko mnie popychając. Szybko obiął mnie w pasie i lekko przytulił.- Choćmy bo robi się zimno.
-Okej. - szepnełam i pokierowałam swój organizm do samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera i włączyLam radio.
-To co do ciebie ?
-Jak chcesz .
-Znów zaczynasz.?
-Jestem poprostu zmęczona. Chcę się jak najszybciej położyć. - odparłam trochę wolniej niż zwykle. -Okej. -Wyszeptał i skupił się na prowadzeniu pojazdu. Wpatrywałam się w okno na wymijane samochody. Nawet nie wiem kiedyvznaleźliśmy się na podjeździe

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział XIX

Jeśli to czytasz nie zaszkodzi ci skomentować. Dla ciebie to tylko chwila dla mnie wielka motywacja do dalszego pisania.
~~~~~~~~~~~~~~~
Po wejściu do domu było tak samo niezręcznie jak na podjeździe. Widać było że Harry jest tak samo zszokowany jak ja. Niestety teraz nasza relacja będzie jeszcze gorzej skomplikowana. Moje rozmyśleń wytrąciło mnie jakieś szeptanie Harrego.
-Przepraszam Harry możesz powtórzyć?
-Pytałem co one mają z tobą wspólnego?!-był co najmniej oburzony.
-Mówiłam ci że mój tata znalazł sobie nową dziewczynę która o ile się nie mylę jest matką twojej zmarłej dziewczyny!-wydarłam się na niego.
-Nie wyrzywaj się na mnie nie moja wina że twój ojciec to dziwkarz!- tego zdania nie wytrzymałam . Podbiegłam do niego cała zapłakana celując swoimi małymi dłońmi w jego tors.
-On wcale taki nie jest!?-dadałam szlochając chwile potem opadłam na kolana cała zapłakana i bez sił.
-Carly przepraszam ja wcale...nie chciałem go tak nazwać. Tylko jak inaczej nazwać człowieka który opuszcza swoją rodzinę pod wpływem zauroczenia.
-Ty go wcale nie znasz. Nie wiesz jaki jest. Nie znasz mnie i mojej rodziny. - naprawdę darzyłam go czymś w rodzaju uczucia lecz nie umiem rozmawiać z kimś kto w ten sposób ocenia moją rodzinę. -Harry proszę wyjdź. Nie mam ochoty na rozmowy. Nie mam ochoty na nic.
-Oj przestań co powiesz na relaksującą kompiel? - chłopak znacznie się przysunął co spowodowało kolejną falę ciepła. -Jak chcesz mogę ci ją przygotować.
-To miłe co mi proponujesz ale chcę zostać sama.
-Carly naprawdę nie chciałem tak nazwać twojego ojca. Choć przygotuję ci tą kąpiel . I potem sobie pójdę .
-Obiecujesz?
-Tak. No choć .-Harry pomógł mi wstać . Choć byłam na niego wściekła uległam mu? Sama siebie zadziwiam. Poszliśmy do mojego pokoju.
-To nie za bardzo romantyczne jak na takiego bed boya jak ty?
-Jak nikomu nie powiesz będziemy kwita.-zaśmiał się.
-Okej. Sól z fiołków rozsyp trochę na dnie a potem zalej ją olejkami zapachowymi z migdałowym i fiołków . Wszystko znajdziesz w koszyku na górze .
-No prosze jakie wymagania.
-Ja będę w garderobie. Jak coś..-nieskończyłam bo poczułam jak Harry napiera na mnie przez co wpadłam na ścianę-ymm Harry?
-Przepraszam ja nie chciałem . Chciałem cię pocałować.
-Okej kim jesteś i co zrobiłeś z tym twardym Harrym ?-zapytałam niby przerażona.
-Nic poprostu .... To ty tak mnie zmieniasz.
-Ykhhm -usłyszeliśmy za sobą-Przerwaliśmy miłą chwilę-zobaczyliśmy Cher i Zayna.
-Ym nie ja ...znaczy się Carly się potkneła upewniałem się czy jej nic nie jest.
-Yhm to my idziemy . Cher musi się odpicować na wyścig. Szkoda że ty masz tymczasowy zakaz. No to narazie- powiedział Zayn i zaraz zniknął . Odwróciłam się do Harrego.
-Zapomniałeś o tym wspomnieć?!
-Oj no przestań przecież sama mówiłaś że to nie miejsce dla ciebie. A tak wogóle to ...
-To ..?
-To musiałem komuś pomóc. Nie mogę cię w to wtajemniczyć przykro mi.
-To mi przykro. A teraz wybacz jestem zmęczona .
-Rozumiem że to szantarz. To w takim razie jak tak stawiasz sprawę to za buziaka mogę ci podpowiedzieć.
-Albo powiesz albo się tak nie bawię.
-Okej Sophie i Ally wkopały się w małe bagno związane z Conorem. Niechciałem cię wtajemniczać bo wiem że go nie lubisz i niecierpisz Sophie.
-O jakie konkretnie b a g n o chodzi? - przedostatnie słowo specjalnie zasygnalizowałam cudzysłowiem w powietrzu.
-Nie mogę ci powiedzieć obiecałem Ally.
-Mam tego wszystkiego dość Harry! Dobrze wiesz że to moja przyjaciółka i chcę dla niej najlepiej. Ale skoro dla ciebie jakaś głupia dziecinna obietnica jest ważniejsza to nie mamy o czym rozmawiać.
-Carly ...
-Nie Harry . Wyjdź z mojego domu.-powiedziłam już spokojnie choć bardzo pewnie.
-Wiesz że to nie fer ja nie każe ci mówić takich rzeczy.
-Ja ci nie każę ze mną przebywać. Harry zpstaw mnie narazie w spokoju.
-Wściekasz się bo pomogłem Sophie nie? Wcale nie chodzi ci o Ally.-powiedział nerwowo zaciskając dłonie w pięść.
-Nie opchodzi mnie ta ...-zaczełam krzyczeć już na równii wkurzona razem z nim.
-No dokończ ..
-Dziewczyna.
-Nie tak ją chciałaś nazwać. Pamiętaj że człowiek powinien najpierw zastanowić się nad sobą a potem oceniać innych!-wydarł się na mnie
-Mówisz to z własnego doświadczenia. Jakoś ty się nie zastanawiałeś przed nazwaniem mojego ojca dziwkarzem!- nakrzyczałam na niego.
- Dobra mam dość. Nara.
-Masz racje idź sobie.-wyszeptałam i chwilę po tym usłyszałam tylko dźwięk zamykających się drzwi. Nie miałam do tego wszystkiego siły poprostu dość mam tych wszystkich kłótni z Harrym , sytuacji z ojcem i ciągłych nieobecności mojej matki. Mam wszystkiego dość . Wiem że z jednej strony zachowuje się jak pięcioletnia egoistyczna dziewczynka ale z drugiej tak bardzo brak mi kogoś w kim miałabym oparcie. To banapny problem ale ja nie umiem się z nim uporać. Zmęczona tym wszystkim położyłam się i zasnełam.
***
Obudziłam się w jeszcze gorszym nastroju. Ubrałam się szybko i bez śniadania ruszyłam do szkoły. Dziś musiałam odpaliś swoje super auto bo zaspałam na busa. Jechałam powoli znanymi drogami aż na parking szkoły. Tam zostawiłam auto i pomaszerowałam prosto do wejścia. Spoglądając tam lekko dostrzegłam dobtmrze znaną mi postać -Harrego. Uznałam że najlepszym wyjściem z naszej sytuacji jest nie zwrócenie na niego uwagi. Ale za fajnie bym miała gdyby on nie zwrócił uwagi na mnie.
-Carly.-podszedł szybko. -Możemy pogadać?-odkręciłam głowę trochę w bok by przyjrzeć się ludziom stojącym na parkingu,, i tak wlepiają w ciebie oczy Carly więc po co się upewniasz?"
-Nie mam ochoty na rozmowę z t o b ą -specjalnie podkreśliłam ostatnie słowo.
-Chciałem cię przeprosić za moje zachowanie wczoraj. -i znów ten grzeczny Harry. Albo on jest prawdziwym aktorem albo ma sporo do nadrobienia przy powstrzymywaniu swoich złości.
-Muszę iść na zajęcia. -wskazałam na drzwi.
-Co do cholery mam zrobić byś się nie gniewała!-wydarł się . Teraz przynajmniej mogę być pewna że wszyscy się na nas patrzą.
-Nie drzyj się okej . Ja tu chodzę do szkoły. A co do twojego pytania to daj mi spokój.
-Tego naprawdę chcesz ? -zwrócił się łapiąc moją dłoń. Nie wyrwałam jej nie miałam siły. -Co powiesz na przejażdżkę?
-Ale że teraz ? Nie mogę opuścić..
-Oj daj spokój powiesz mamie że się źle czułaś . Obiecuję że przez cały dzień będziemy robić to co ty chcesz .
-Przykro mi Harry ale idę na zajęcia. -To po zajęciach dasz się gdzieś zaprosić?
-W sensie randka? -zapytałam nieśmiało
-W sensie spotkanie . No wiesz poszlibyśmy gdzieś sami czy z innymi.
-Sama nie wiem jutro mam zaliczenie z baletu muszę poćwiczyć.
-Mam pomysł ..-przerwał mu dzwonek
-Harry idę ..
-O której będziesz ćwiczyć
-Po zajęciach..
-Czyli ?
- od 16 a co ?
-Nic wpadne popatrzeć. Teraz leć bo się spóźnisz. -musnął mnie w policzek. Uśmiechnełam się i pobiegłam szybko do szkoły.
***
Zajęcia mineły mi bardzo szybko to dzięki temu że dziś całą grupą pracowaliśmy na zajęciach. Ostatnią miałam sztukę przez co lekko opuźnionym mózgiem udałam się do sali baletowej. Po drodze wstąpiłam tylko wziąść swoje białe baletki. Gdy już dochodziłam do sali przez okno zobaczyłam jak ktoś parkuje auto. To może dziwnie zabrzmi ale przypatrywałam się temu miejscu w nadziei że to Harry-nie pomyliłam się. Gdy wysiadł poprawił delikatnie dłonią swoje włosy i przeszedł do siedzenia obok. Z tamtąd wyjął reklamówkę ,po czym zamknął auto. Szybko skierowałam się do wyjścia.
-Hej .-powiedziałam niby od niechcenia gdy wszedł do szkoły.
-Hej-schylił się by mnie pocałować lecz się odsunełam .-Możemy najpierw poważnie pogadać?
-A o czym ?
-Carly wiem że jesteś zła za to że nazwałem tak twojego ojca . Przeprosiłem za to ,więc czemu dalej się na mnie gniewasz?
-Powiesz mi o co chodzi z Sophi i Ally?
-Mają małe kłopoty z Conorem . Ale nie martw się już prawie mamy go z głowy.
- Czyli nie powiesz mi o co chodzi? Najpierw mnie okłamujesz potem masz jakieś tajemnice z moimi przyjaciółkami. Myślisz że jak sobie przyjedziesz to wszystko zapomnę.
-Okej znów chcesz się na mnie wyrzywać!?
-Nie. Zresztą mam to wszystko gdzieś!-
-No i bardzo dobrze wiesz ja też mam wszystko gdzieś. Gdybyś zauważyła to zależy mi na tobie a ty się na mnie tylko wyrzywasz.
-Harry idź sobie. No idź . - chłopak zrobił tak jak prosiłam. Wyszedł. Patrzyłam jak idzie do samochodu i wsiada do niego, jednak go nie odpalał. Uznałam że nie będę tracić więcej czasu i udałam się do sali. Włączyłam muzykę i zaczełam ćwiczyć. Niestety nie umiałam się skupić przez kłutnie z Harrym . Ciągle myliłam kroki i się przewracałam.
-Kiedyś się tak nie potykałaś?-usłyszałam męski głos za sobą. Odwróciłam się i ujrzałam dobrze znaną i znienawidzoną przezemnie osobę-Conora.
-Co tu robisz? -odedzwałam się niemiło. Chłopak zbliżył się do mnie i zbliżał. Wkońcu pomiędzy mną a ścianą nie było nawet milimetra nie wspiminając że pomiędzy mną a Conorem było podobnie.
-Nic się nie zmieniłaś. Chyba nie zamierzasz się rumienić ?!
-Zmieniłam się i to bardzo. A na twój widok jedyne co mi się chce to wymiotować.
-Ykhhm-usłyszałam głos przy drzwiach.